~Alex~
Spałam sobie smacznie, póki nie usłyszałam wrzasków. Z niechęcią otworzyłam oczy. Zobaczyłam Louis'a biegającego po korytarzu i krzyczącego: Kocha mnie! Koooooocha!
Nie bardzo wiedziałam o co chodzi.
-Niall, co się dzieje? - spytałam jeszcze zaspana.
-Louis właśnie wyznał miłość Jess, a ona to odwzajemniła. - powiedział z udawaną radością.
-Co się stało? - spytałam.
-Przecież Ci powiedziałem.
-Nie o to chodzi, coś Cię męczy.
-Nieważne. - wstał i już bez słowa usiadł na krześle. Ja jednak nie dawałam za wygraną.
-Niall, znam się na ludziach, nie okłamuj mnie. - powiedziałam z troską w głosie.
-Znasz się na ludziach, tak? To powinnaś zauważyć, że... - nie skończył, momentalnie zamilkł i wyszedł ze szpitala.
-Boże, zlituj się nade mną. - powiedziałam to do siebie i schowałam twarz w dłonie. Byłam cholernie zmęczona i jeszce ta dziwna sytuacja...
-Nie przejmuj się, po prostu nie wyspał się, przejdzie mu. - Zayn mówiąc to objął mnie delikatnie. Poczułam od niego silną woń tytoniu, i nagle zapragnęłam wziąć papierosa w usta i o wszystkim zapomnieć.
-Idę zapalić. - oznajmiłam.
-Idę z Tobą. - powiedział Zayn.
Kiedy wreszcie wzięłam fajkę do ust, zaciągnęłam się jak nigdy. Ciepłe smugi dymu delikatnie otulały moje ciało. Słońce dopiero wschodziło. Zaczęłam z uwagą przyglądać się Mulatowi. Wyglądał tak ślicznie w blasku wschodzącego Słońca. Jakby nie było, Zayn był bardzo przystojnym facetem. Nigdy nie myślałam o żadnym chłopaku w ten sposób. Na myśl o tym roześmiałam się w głos.
-Co Cię tak bawi? - spytał Zayn.
-Ty. - powiedziałam przez śmiech.
-Eeeeej, to nie było miłe. - przystojniak "strzelił focha".
-Biedaczysko, chodź tu do mnie i się nie fochaj. - powiedziałam słodkim głosikiem, zgasiłam papierosa i wtuliłam się w Zayn'a. Czułam się przy nim taka bezpieczna. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się chwilą.
-Alex... Czy myślisz że mogłoby coś z tego wyjść? - spytał.
Doskonale wiedziałam o co mu chodzi.
-Moooże... Znamy się chyba zbyt krótko. - powiedziałam niepewnie.
-Ale spójrzmy na Lou i Jess... Dali sobie szanse, prawda?
-Myślę, że my też powinniśmy. - odpowiedziałam nadal z zamkniętymi oczami.
Chłopak na te słowa wziął moją twarz w swoje ręce. Spojrzałam w jego cudne, czekoladowe tęczówki. Rozpłynęłam się. Olałam to, co do mnie mówił, i po prostu patrzyłam w jego oczy.
-Alex! Aleex? Słyszysz mnie? - potrząsnął mną lekko Zayn.
-Tak, tak, tak... Twoje oczy... Nie słuchałam Cię. - powiedziałam rozkojarzona.
-Moje oczy... Nic nie poradzę na to, że są takie śliczne. - powiedział z zadziornym uśmieszkiem. - Ale naprawdę chcesz być moją dziewczyną?
-Tak, Zayn. Chcę być twoją dziewczyną. - ledwo skończyłam mówić, a Zayn wpił się w moje usta. Najpierw byłam z lekka oszołomiona, ale potem oddałam skrupulatnie każdy pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie. Nie do wiary, że byłam aż tak spragniona miłości. Znów wtuliłam się w Zayn'a. Biło od niego gorąco. Czułam, że kocham go jak nikogo innego.
-Zayn, obiecaj mi coś. - powiedziałam.
-Hmm... Doobrze... - odpowiedział niepewnie mój chłopak... Taak, cudnie to brzmi.
-Obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz. Ja na prawdę czuję, że kocham Cię jak nikogo innego. I nawet, jeśli zaatakują nas wielkie, krwiożercze misiowe żelki, to nie pójdziesz sobie do seksownej, cycatej królowej misiowych żelków, dobrze?
-Hahahaha.... Doo... Hahahaha.. Brze.... - wydusił Zayn przez śmiech.
Nie chciałam się roześmiać, bo to by popsuło efekt. Stałam tam z kamienną twarzą i czekałam aż mulat przestanie się śmiać. Po chwili Zayn, widząc że się nie śmieję, spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach.
-Ja przepraszam... Ale... Ale... Ale to było zabawne... - jąkał się.
Ja zaś widząc jego zakłopotaną minę aż tarzałam się ze śmiechu po podłodze. Zayn rozumiejąc, że taki był mój plan, rzucił się na mnie i zaczął mnie łaskotać.
-Dobrzee, obiecam Ci, że nigdy Cię nie zostawię, ale jak Ty obiecasz mi, że nie wywiniesz mi więcej takiego numeru! - mówił nadal mnie łaskotając.
-Obiecuję! Ty...tylko przestań! - nie mogłam przestać się śmiać.
Na te słowa Zayn wstał, i jak gdyby nigdy nic podał mi rękę. Wstałam i dopiero teraz poczułam, jak cholernie mi zimno. No tak, geniuszu. Na balkonie, o szóstej rano, w krótkich spodenkach z pewnością będzie mi ciepło. Gratulacje. Zayn chyba zauważył, że się trzęsę, bo nakrył mnie swoją bluzą. Podziękowałam mu siarczystym buziakiem w polik.
-Eeeej... Liczyłem na coś więcej! - powiedział oburzony.
-Coś ty taki nachalny, co? - powiedziałam namiętnie całując go w usta, po czym splotłam nasze ręce.
-Tak dobrze? - spytałam.
-Znakomicie, skarbie, znakomicie - odpowiedział uśmiechnięty od ucha do ucha Zayn. - Ale teraz powinniśmy już wejść do środka, pewnie jesteś godna.
-Już czytasz mi w myślach. - powiedziałam promiennie się uśmiechając i pociągnęłam swojego chłopaka w stronę drzwi.
~Jess~
Po tym, jak wyznałam Louis'owi, co do niego czuję, nie wiedziałam, czy jesteśmy parą, czy nie. Wiedziałam natomiast, że zapadłam znów tą cholerną śpiączkę. To takie przytłaczające uczucie... Wszystko słyszeć, nic nie widzieć... Maszakraa... Oooo! Drzwi się otwierają!
-Eee... Jess? - usłyszałam jego głos. Ach! Jak pragnęłam wtedy otworzyć oczy i rzucić mu się w ramiona! Ale niestety, muszę poczekać, aż się z tego gówna wybudzę. Po chwili poczułam jego dłoń na swojej i ... Tak, to dziwne, ale otworzyłam oczy!
-Wreszcie się wybudziłaś! - powiedział wyraźnie uradowany Lou.
Mimo swoich niemożliwie wielkich chęci nie miałam jeszcze siły by, mówić, więc pokiwałam głową.
-Jaa... Chciałem tylko... Czy my... Jess, czy będziesz moją jedyną Panią Carrot? - spytał lekko zmieszany Lou.
-Lou, Lou, Lou... Oczywiście że tak! - powiedziałam słabo, po czym złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku. Oderwaliśmy się od siebie dopiero na dźwięk mojego telefonu. Z niechęcią go odebrałam. Jak tylko usłyszałam ten głos, wiedziałam, że powinnam spodziewać się najgorszego.
-Louis, możesz przyprowadzić do mnie Alex? - spytałam
-Dobrze, stało się coś? Kto dzwoni?
-To tylko... Moja stara znajoma, zresztą Alex też ją lubiła, więc chcemy pogadać. NA OSOBNOŚCI. - powiedziałam. Po drugiej stronie usłyszałam ciche śmiechy.
-Eeee.... Już idę.
Po chwili weszła przestraszona Alex.
-Co się dzieje? Louis mówił, że chcesz pogadać.
Przełączyłam rozmowę na głośnik.
-Zaraz sama się przekonasz. - powiedziałam.
-Nonono, kogo ja tu słyszę. - powiedział obrzydliwy głos.
-Nie... Tylko nie Josh....- wyszeptała Alex.
-Tak, skarbie, tak - powiedział "Josh" - Myślałyście, że tak po prostu pozwolę Wam odejść? Swoim najlepszym pracownicom? Tym, które mordowały każdego, kogo zabić im kazałem? Tym, które "zdjęły" chyba ze 150 osób, poczynając od 13 roku życia, i ani razu nie zostały przyłapane przez policję? Nigdy. Słyszałem, że zostajecie w Londynie na dłużej, prawda?
Wspomnienia, które próbowałam zatuszować powróciły. Przez 2 lata były skrywane przed światem, a teraz ujrzały światło dzienne. Tak, nie mylicie się. Byłam mordercą w wieku 13 lat. Naszym "szefem" był Josh. Ba! Nawet się z nim przyjaźniłyśmy. Z nim i z naszymi współpracownikami, jego bandą. Gdy miałam 15 lat, rodzice weszli na rynek. Wtedy, razem z Alex zdecydowałyśmy, że skończymy z tym biznesem.
-Przejdź do sedna, skurwielu. - wysyczałam.
-Maleńka, bez agresji. Zawsze możesz zginąć, wystarczy, że kiwnę głową i już Cię nie ma. Cały czas moi ludzie mają Cię na oku. - powiedział, perfidnie się śmiejąc.
Mimo tego, że ten obrzydliwy cham nas do czegoś potrzebował, to i tak bez wahania wpakowałby nam obu kulkę w łeb.
-A więc, Josh, czego od nas chcesz? - spytała Alex z udawanym spokojem. Wiedziałam, że już teraz niszczyło ją to od środka.
-Pewna dziwka weszła mi w drogę, zajmijcie się nią.
-A sam nie możesz tego zrobić? Czy to jakieś trudne? Od zawsze to robiłeś! - uniosłam się lekko. - Przepraszam. - wymamrotałam po chwili.
-Hahahaha, Jess jak zwykle pyskata. - powiedział śmiejąc się jak jakiś normalnie nienormalny pedober.... - Ale jeszcze jedna taka zagrywka i nawet przeprosiny nic nie dadzą, więc pilnuj się bezczelna suko. - dałabym rękę sobie uciąć, że mówi na serio. - A co do tej dziwki, to sam zrobiłbym to z przyjemnością, tyle że jej ojciec to glina, i rozpoznałby mnie z daleka, więc Wy musicie się tym zająć.
-Ale niby jak, do kurwy nędzy? - Alex już miotała się na krzesełku.
-Gówno mnie obchodzi jak! Zawsze sobie z czymś takim radziłyście! - krzyczał.
-Nie mamy broni. - powiedziałam oschle.
-Mam to odebrać jako zgodę? - spytał śmiejąc się.
-A mamy inne wyjście? - powiedziałam i wzięłam głęboki oddech. Myślałam, że ten rozdział w moim życiu jest zamknięty, a tu nagle taki dupek nie może upilnować swojej jednej z wielu lasek i znów nas w to miesza. Przez pół roku od odejścia z tego "biznesu" zżerało mnie poczucie winy. Taaak.... Dopiero gdy z tym skończyłam, dotarło do mnie, że źle robiłam. Gdy zabijałam tych tak naprawdę niewinnych ludzi, myślałam, że na to zasłużyli. Moje poczucie winy było dwa razy większe, niż u Alex, z takiego powodu, iż nie dość, że zabijałam, to właśnie ja wciągnęłam w to Alex.
-Otóż nie macie, hahahahahaha! - złowieszczo zaśmiał się John. - A broń... Też o to zadbałem... Jutro, o 15 w moim magazynie, tam wszystko dokładnie ustalimy. I nie wtajemniczajcie swoich lalusiów.
Na myśl, że John może zrobić coś Louis'owi, moje serce zabiło szybciej, a Alex też się zdenerwowała... Czy ja o czymś nie wiem? Muszę z nią pogadać... Ale to później...
-Dobrze, będziemy... A tak w ogóle gdzie ten magazyn? - spytałam. Na dźwięk moich słów Alex walnęła Facepalm'a i wybuchła gromkim, szczerym śmiechem. Za to ją kochałam. Mimo takiej sytuacji potrafiła się śmiać. Ja też się roześmiałam.
-Widzę, że wam wesoło. A więc nie przeszkadzam. A adresem się nie przejmujcie. Przyjdźcie do MSC a tam wypijemy po Shake'u i zabiorę was do magazynu własnym samochodem. W sumie Ci chłopcy mogą z wami przyjść... Ale to Wy im wytłumaczycie że zabijacie ludzi.
-Nie mam zamiaru ich w to mieszać. - powiedziałam ostro.
-Albo same im powiecie, albo ja to zrobię. Na szczęście nie jestem aż tak wredny. Muszą o tym wiedzieć, ale nie muszą sami zabijać. Rozumiemy się?
-Pewnie... To... Do zobaczenia. - powiedziała szybko Alex i się rozłączyła.
-Kurwa, myślałam że to koniec. - mruknęła moja przyjaciółka.
-Ja nie mogę! ALex, pomóż! W głębi duszy ja nadal chcę to robić! Jestem potworem! - wykrzyczałam po czym zaniosłam się płaczem.
-Jess, musisz być silna! Nie dziwię Ci się, to weszło Ci w nawyk. Coś jak nałóg, rozumiesz? Robiłaś to, a później przeszłaś na odwyk... Ale po czasie możliwości powracają, i skrywane chęci wychodzą na wierzch. Poradzimy sobie jednak z tym. Chłopcy nam pomogą. - pocieszała mnie. - chyba - wyszeptała.
Ale akcja!!Jestem ciekawa co bedzie dalej!
OdpowiedzUsuńco za zwrot akcji! zajebiste, nie spodziewałam się tego ;3
OdpowiedzUsuńSuper .;)
OdpowiedzUsuńZapraszam na swój : onedirection100798.blogspot.com xD
Ej, Fajne :D
OdpowiedzUsuńZapraszam: neverlletmego.blogspot.com