~Jessy~
Wkurzają mnie te ciągłe zmiany otoczenia, tym bardziej, że rodzice ciągle są na salonach i nie ma ich w domu. Na szczęście mam Alex, razem przez to przechodzimy. Mój braciszek ma "swoje życie" i nie jest w stanie mi pomóc. Ale stop stop stop... Kuźwa, nie można się ciągle nad sobą użalać... Trzeba żyć tym, co los nam daje.
Moje rozmyślenia przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Do mojego pokoju (którego nie lubię, jest zbyt ekstrawagancki) weszła mama.
-Jessy, pakuj się, wieczorem przeprowadzamy się do Londynu.
-Coo? Przecież przyjechaliśmy tu jakiś tydzień temu!- powiedziałam zszokowana.
-Wiem, że to dla Ciebie trudne, mi też nie jest łatwo, ale wiesz jaki jest ojciec- westchnęła mama. Tylko w towarzystwie taty używała mojego "oficjalnego" imienia. Kochałam ją, i rozumiałam, ale z ojcem nw Francja, później Berlin, Szwajcaria, Meksie miałam najlepszych stosunków. Nie może zaakceptować tego, że nie chcę być taka jak on.
-Najpierw Mesksyk, potem Berlin Barcelona, Luksemburg, Holandia a teraz Londyn. - powiedziałam - Ciekawe czy na Księżyc też polecimy - wydarłam się tak, by ojciec usłyszał.
-Bądź milsza, to twój ojciec! - powiedziała poddenerwowana mama.
-Spoko, spoko... Życie jest po to, by się bawić, więc... Kiedy przyjeżdża limuzyna? - spytałam z "entuzjazmem".
-O 17 bądź gotowa.
Zaczęłam się pakować i zadzwoniłam do Alex.
-Wiesz już? - spytałam.
-Taaa, Londyn to całkiem niezłe miasto, co nie? Słyszałam że mają tam niezłe skejtparki, menelku mój - powiedziała chichocząc.
-To dobrze, na pewno się do któregoś wybierzemy. Spakowana? Ja już kończę. - powiedziałam wrzucając ostatnie rzeczy do walizki.
-Już jakieś pół godziny temu skończyłam. To co? Za 5 min. na ulicy? - zawsze tak umawiałyśmy się, bo rodzice kupowali domy na przeciwko siebie.
-Pewnie, wezmę Gemmę. - powiedziałam i się rozłączyłam.Wyjątkowo polubiłam to miejsce. Cudne, zdrowe, holenderskie powietrze... Wzięłam Gemmę na smycz i wyszłam. Alex już czekała. W dodatku patrzyła na mnie jak na niedorozwiniętego szympansa w pieluszce na łbie.
-Mogę wiedzieć co ty na sobie masz? - spytała tarzając się po ziemi (dosłownie).
Spojrzałam na swój strój i dopiero teraz to do mnie dotarło. Byłam w pidżamie.
~Alex~
Nie mogłam wstać. Ze śmiechu się poryczałam, co za żul z niej. Ale po Jessy wszystkiego się można spodziewać.
-O kurwa, co za deps - powiedziała Jess do siebe.
-Masz racje - wydusiłam przez śmiech.
-Łap psa, idę się przebrać - powiedziała.
-Spoczko pojebie - ogarnęłam się i wzięłam smycz.
Jessy, zamiast pojść do "chawiry" stanęła na środku ulicy i zaczęła tańczyć "Gantleman".
-Co ty odpierdalasz? - zapytałam.
-Jak obciach to na całego! - wykrzyknęła. Po chwili przywiązałam psa do bramy i do niej dołączyłam. Bawiłyśmy się w najlepsze, póki nasi rodzice nie wyszli na dwór zwabieni klaksonami samochodów. Mamy stały rozbawione, a ojcowie szykowali się już do "ataku". Zaczął jak zwykle mój.
-Co wy sobie wyobrażacie?! Ruch tamujecie! - krzyknął.
-Natychmiast do domu! - dołączył Pan Pirce.
-Germadotta, czy ty jesteś w pidżamie?! - spytał mój tata.
-A ma Pan coś przeciwko? - spytała wkurwiona na maxa Jess - To wolny kraj, mam prawo robić co mi się podoba!
-Nie tym tonem, młoda damo! - krzyknął wkurzony do granic możliwości mój tata.
-Nie jesteś moim ojcem! - powiedziała spokojnie Jessy. Wiedziała, że to ich wkurzy jeszcze bardziej niż krzyki.
-Masz racje, to ja nim jestem, i rozkazuję Ci iść do domu! Paparazzi Nas widzą! Nie możemy mieć skandali na koncie! A więc, proszę, idź do domu. - powiedział półszeptem Pan Pirce.
-A wiecie co? Mam w dupie tych całych paparazzi. - powiedziałam - Walcie się! - krzykęłyśmy rownocześnie z Jess i pokazałyśmy dziennikarzom fakersy.
-Chyba mamy przesrane... - powiedziałam wchodząc do domu Jessy.
-Chyba tak - odpowiedziała i się zaczęła śmiać.
-Odwala Ci? - spytałam.
-Możeeeee... Ale właśnie wyobraziłam sobie dzisiejszy wieczorny odcinek "Z życia celebrytów". Myślisz że nas pokażą? - spytała rozbawiona.
-Eeeeeh, raczej tak, starsi nie będą weseli. - odpowiedziałam.
Gdy Jess się przebrała, Clarisse, jedna z 7 gosposi powiedziała, że limuzyna przjechała i nasze rzeczy już w niej są. Wzięłyśmy swoje deskorolki i Jessy spytała:
-Jak myślisz, ile razy będziemy jeszcze zaczynać życie od początku?
-Nie wiem, ale najważniejsze jest to, żebyśmy w każdym z nich zrobiły coś głupiego - powiedziałam wsiadając do samochodu.
Po trzygodzinnej jeździe wysiadłyśmy, i to, co tam ujrzałyśmy, nami wstrząsnęło.