niedziela, 5 maja 2013

#Rozdział 6

~Alex~

Spałam sobie smacznie, póki nie usłyszałam wrzasków. Z niechęcią otworzyłam oczy. Zobaczyłam Louis'a biegającego po korytarzu i krzyczącego: Kocha mnie! Koooooocha!
Nie bardzo wiedziałam o co chodzi.
-Niall, co się dzieje? - spytałam jeszcze zaspana.
-Louis właśnie wyznał miłość Jess, a ona to odwzajemniła. - powiedział z udawaną radością.
-Co się stało? - spytałam.
-Przecież Ci powiedziałem.
-Nie o to chodzi, coś Cię męczy.
-Nieważne. - wstał i już bez słowa usiadł na krześle. Ja jednak nie dawałam za wygraną.
-Niall, znam się na ludziach, nie okłamuj mnie. - powiedziałam z troską w głosie.
-Znasz się na ludziach, tak? To powinnaś zauważyć, że... - nie skończył, momentalnie zamilkł i wyszedł ze szpitala.
-Boże, zlituj się nade mną. - powiedziałam to do siebie i schowałam twarz w dłonie. Byłam cholernie zmęczona i jeszce ta dziwna sytuacja...
-Nie przejmuj się, po prostu nie wyspał się, przejdzie mu. - Zayn mówiąc to objął mnie delikatnie. Poczułam od niego silną woń tytoniu, i nagle zapragnęłam wziąć papierosa w usta i o wszystkim zapomnieć.
-Idę zapalić. - oznajmiłam.
-Idę z Tobą. - powiedział Zayn.
Kiedy wreszcie wzięłam fajkę do ust, zaciągnęłam się jak nigdy. Ciepłe smugi dymu delikatnie otulały moje ciało. Słońce dopiero wschodziło. Zaczęłam z uwagą przyglądać się Mulatowi. Wyglądał tak ślicznie w blasku wschodzącego Słońca. Jakby nie było, Zayn był bardzo przystojnym facetem. Nigdy nie myślałam o żadnym chłopaku w ten sposób. Na myśl o tym roześmiałam się w głos.
-Co Cię tak bawi? - spytał Zayn.
-Ty. - powiedziałam przez śmiech.
-Eeeeej, to nie było miłe. - przystojniak "strzelił focha".
-Biedaczysko, chodź tu do mnie i się nie fochaj. - powiedziałam słodkim głosikiem, zgasiłam papierosa i wtuliłam się w Zayn'a. Czułam się przy nim taka bezpieczna. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się chwilą.
-Alex... Czy myślisz że mogłoby coś z tego wyjść? - spytał.
Doskonale wiedziałam o co mu chodzi.
-Moooże... Znamy się chyba zbyt krótko. - powiedziałam niepewnie.
-Ale spójrzmy na Lou i Jess... Dali sobie szanse, prawda?
-Myślę, że my też powinniśmy. - odpowiedziałam nadal z zamkniętymi oczami.
Chłopak na te słowa wziął moją twarz w swoje ręce. Spojrzałam w jego cudne, czekoladowe tęczówki. Rozpłynęłam się. Olałam to, co do mnie mówił, i po prostu patrzyłam w jego oczy.
-Alex! Aleex? Słyszysz mnie? - potrząsnął mną lekko Zayn.
-Tak, tak, tak... Twoje oczy... Nie słuchałam Cię. - powiedziałam rozkojarzona.
-Moje oczy... Nic nie poradzę na to, że są takie śliczne. - powiedział z zadziornym uśmieszkiem. - Ale naprawdę chcesz być moją dziewczyną?
-Tak, Zayn. Chcę być twoją dziewczyną. - ledwo skończyłam mówić, a Zayn wpił się w moje usta. Najpierw byłam z lekka oszołomiona, ale potem oddałam skrupulatnie każdy pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie. Nie do wiary, że byłam aż tak spragniona miłości. Znów wtuliłam się w Zayn'a. Biło od niego gorąco. Czułam, że kocham go jak nikogo innego.
-Zayn, obiecaj mi coś. - powiedziałam.
-Hmm... Doobrze... - odpowiedział niepewnie mój chłopak... Taak, cudnie to brzmi.
-Obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz. Ja na prawdę czuję, że kocham Cię jak nikogo innego. I nawet, jeśli zaatakują nas wielkie, krwiożercze misiowe żelki, to nie pójdziesz sobie do seksownej, cycatej królowej misiowych żelków, dobrze?
-Hahahaha.... Doo... Hahahaha.. Brze.... - wydusił Zayn przez śmiech.
Nie chciałam się roześmiać, bo to by popsuło efekt. Stałam tam z kamienną twarzą i czekałam aż mulat przestanie się śmiać. Po chwili Zayn, widząc że się nie śmieję, spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach.
-Ja przepraszam... Ale... Ale... Ale to było zabawne... - jąkał się.
Ja zaś widząc jego zakłopotaną minę aż tarzałam się ze śmiechu po podłodze. Zayn rozumiejąc, że taki był mój plan, rzucił się na mnie i zaczął mnie łaskotać.
-Dobrzee, obiecam Ci, że nigdy Cię nie zostawię, ale jak Ty obiecasz mi, że nie wywiniesz mi więcej takiego numeru! - mówił nadal mnie łaskotając.
-Obiecuję! Ty...tylko przestań! - nie mogłam przestać się śmiać.
Na te słowa Zayn wstał, i jak gdyby nigdy nic podał mi rękę. Wstałam i dopiero teraz poczułam, jak cholernie mi zimno. No tak, geniuszu. Na balkonie, o szóstej rano, w krótkich spodenkach z pewnością będzie mi ciepło. Gratulacje. Zayn chyba zauważył, że się trzęsę, bo nakrył mnie swoją bluzą. Podziękowałam mu siarczystym buziakiem w polik.
-Eeeej... Liczyłem na coś więcej! - powiedział oburzony.
-Coś ty taki nachalny, co? - powiedziałam namiętnie całując go w usta, po czym splotłam nasze ręce.
-Tak dobrze? - spytałam.
-Znakomicie, skarbie, znakomicie - odpowiedział uśmiechnięty od ucha do ucha Zayn. - Ale teraz powinniśmy już wejść do środka, pewnie jesteś godna.
-Już czytasz mi w myślach. - powiedziałam promiennie się uśmiechając i pociągnęłam swojego chłopaka w stronę drzwi.

~Jess~


Po tym, jak wyznałam Louis'owi, co do niego czuję, nie wiedziałam, czy jesteśmy parą, czy nie. Wiedziałam natomiast, że zapadłam znów tą cholerną śpiączkę. To takie przytłaczające uczucie... Wszystko słyszeć, nic nie widzieć... Maszakraa... Oooo! Drzwi się otwierają!
-Eee... Jess? - usłyszałam jego głos. Ach! Jak pragnęłam wtedy otworzyć oczy i rzucić mu się w ramiona! Ale niestety, muszę poczekać, aż się z tego gówna wybudzę. Po chwili poczułam jego dłoń na swojej i ... Tak, to dziwne, ale otworzyłam oczy!
-Wreszcie się wybudziłaś! - powiedział wyraźnie uradowany Lou.
Mimo swoich niemożliwie wielkich chęci nie miałam jeszcze siły by, mówić, więc pokiwałam głową.
-Jaa... Chciałem tylko... Czy my... Jess, czy będziesz moją jedyną Panią Carrot? - spytał lekko zmieszany Lou.
-Lou, Lou, Lou... Oczywiście że tak! - powiedziałam słabo, po czym złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku. Oderwaliśmy się od siebie dopiero na dźwięk mojego telefonu. Z niechęcią go odebrałam. Jak tylko usłyszałam ten głos, wiedziałam, że powinnam spodziewać się najgorszego.
-Louis, możesz przyprowadzić do mnie Alex? - spytałam
-Dobrze, stało się coś? Kto dzwoni?
-To tylko... Moja stara znajoma, zresztą Alex też ją lubiła, więc chcemy pogadać. NA OSOBNOŚCI. - powiedziałam. Po drugiej stronie usłyszałam ciche śmiechy.
-Eeee.... Już idę.
Po chwili weszła przestraszona Alex.
-Co się dzieje? Louis mówił, że chcesz pogadać.
Przełączyłam rozmowę na głośnik.
-Zaraz sama się przekonasz. - powiedziałam.
-Nonono, kogo ja tu słyszę. - powiedział obrzydliwy głos.
-Nie... Tylko nie Josh....- wyszeptała Alex.
-Tak, skarbie, tak - powiedział "Josh" - Myślałyście, że tak po prostu pozwolę Wam odejść? Swoim najlepszym pracownicom? Tym, które mordowały każdego, kogo zabić im kazałem? Tym, które "zdjęły" chyba ze 150 osób, poczynając od 13 roku życia, i ani razu nie zostały przyłapane przez policję? Nigdy. Słyszałem, że zostajecie w Londynie na dłużej, prawda?
Wspomnienia, które próbowałam zatuszować powróciły. Przez 2 lata były skrywane przed światem, a teraz ujrzały światło dzienne. Tak, nie mylicie się. Byłam mordercą w wieku 13 lat. Naszym "szefem" był Josh. Ba! Nawet się z nim przyjaźniłyśmy. Z nim i z naszymi współpracownikami, jego bandą. Gdy miałam 15 lat, rodzice weszli na rynek. Wtedy, razem z Alex zdecydowałyśmy, że skończymy z tym biznesem.
-Przejdź do sedna, skurwielu. - wysyczałam.
-Maleńka, bez agresji. Zawsze możesz zginąć, wystarczy, że kiwnę głową i już Cię nie ma. Cały czas moi ludzie mają Cię na oku. - powiedział, perfidnie się śmiejąc.
Mimo tego, że ten obrzydliwy cham nas do czegoś potrzebował, to i tak bez wahania wpakowałby nam obu kulkę w łeb.
-A więc, Josh, czego od nas chcesz? - spytała Alex z udawanym spokojem. Wiedziałam, że już teraz niszczyło ją to od środka.
-Pewna dziwka weszła mi w drogę, zajmijcie się nią.
-A sam nie możesz tego zrobić? Czy to jakieś trudne? Od zawsze to robiłeś! - uniosłam się lekko. - Przepraszam. - wymamrotałam po chwili.
-Hahahaha, Jess jak zwykle pyskata. - powiedział śmiejąc się jak jakiś normalnie nienormalny pedober.... - Ale jeszcze jedna taka zagrywka i nawet przeprosiny nic nie dadzą, więc pilnuj się bezczelna suko. - dałabym rękę sobie uciąć, że mówi na serio. - A co do tej dziwki, to sam zrobiłbym to z przyjemnością, tyle że jej ojciec to glina, i rozpoznałby mnie z daleka, więc Wy musicie się tym zająć.
-Ale niby jak, do kurwy nędzy? - Alex już miotała się na krzesełku.
-Gówno mnie obchodzi jak! Zawsze sobie z czymś takim radziłyście! - krzyczał.
-Nie mamy broni. - powiedziałam oschle.
-Mam to odebrać jako zgodę? - spytał śmiejąc się.
-A mamy inne wyjście? - powiedziałam i wzięłam głęboki oddech. Myślałam, że ten rozdział w moim życiu jest zamknięty, a tu nagle taki dupek nie może upilnować swojej jednej z wielu lasek i znów nas w to miesza. Przez pół roku od odejścia z tego "biznesu" zżerało mnie poczucie winy. Taaak.... Dopiero gdy z tym skończyłam, dotarło do mnie, że źle robiłam. Gdy zabijałam tych tak naprawdę niewinnych ludzi, myślałam, że na to zasłużyli. Moje poczucie winy było dwa razy większe, niż u Alex, z takiego powodu, iż nie dość, że zabijałam, to właśnie ja wciągnęłam w to Alex.
-Otóż nie macie, hahahahahaha! - złowieszczo zaśmiał się John. - A broń... Też o to zadbałem... Jutro, o 15 w moim magazynie, tam wszystko dokładnie ustalimy. I nie wtajemniczajcie swoich lalusiów.
Na myśl, że John może zrobić coś Louis'owi, moje serce zabiło szybciej, a Alex też się zdenerwowała... Czy ja o czymś nie wiem? Muszę z nią pogadać... Ale to później...
-Dobrze, będziemy... A tak w ogóle gdzie ten magazyn? - spytałam. Na dźwięk moich słów Alex walnęła Facepalm'a i wybuchła gromkim, szczerym śmiechem. Za to ją kochałam. Mimo takiej sytuacji potrafiła się śmiać. Ja też się roześmiałam.
-Widzę, że wam wesoło. A więc nie przeszkadzam. A adresem się nie przejmujcie. Przyjdźcie do MSC a tam wypijemy po Shake'u i zabiorę was do magazynu własnym samochodem. W sumie Ci chłopcy mogą z wami przyjść... Ale to Wy im wytłumaczycie że zabijacie ludzi.
-Nie mam zamiaru ich w to mieszać. - powiedziałam ostro.
-Albo same im powiecie, albo ja to zrobię. Na szczęście nie jestem aż tak wredny. Muszą o tym wiedzieć, ale nie muszą sami zabijać. Rozumiemy się?
-Pewnie... To... Do zobaczenia. - powiedziała szybko Alex i się rozłączyła.
-Kurwa, myślałam że to koniec. - mruknęła moja przyjaciółka.
-Ja nie mogę! ALex, pomóż! W głębi duszy ja nadal chcę to robić! Jestem potworem! - wykrzyczałam po czym zaniosłam się płaczem.
-Jess, musisz być silna! Nie dziwię Ci się, to weszło Ci w nawyk. Coś jak nałóg, rozumiesz? Robiłaś to, a później przeszłaś na odwyk... Ale po czasie możliwości powracają, i skrywane chęci wychodzą na wierzch. Poradzimy sobie jednak z tym. Chłopcy nam pomogą. - pocieszała mnie.  - chyba - wyszeptała.

czwartek, 2 maja 2013

#Rozdział 5

~Jess~

Obudziłam się i zobaczyłam Louis'a leżącego koło mnie. Uśmiechał się ślicznie. Nagle zrobiło mi się nie dobrze, zaczęłam się pocić, choć przechodziły mnie dreszcze. Słyszałam stłumione głosy, i zaczęłam wymiotować. Moje ciało było tak wiotkie, jak nigdy. Poczułam czyjś dotyk. Otworzyłam oczy. Nie był to Lou, tylko faceci w nieprzyjemnie czerwonych kamizelkach. Zawiedziona opuściłam powieki. Po chwili znów coś poczułam, i tym razem to na pewno był jego dotyk. Delikatnie ścisnęłam jego rękę. Nagle jakieś igły wbijały mi się w skórę. Usłyszałam pikanie maszyn. Później nic nie pamiętałam. Zasnęłam.
Obudziłam się, lecz nie mogłam podnieść powiek, były jak z ołowiu. Słyszałam jedynie przytłumione głosy. Rozpoznałam Alex i Matt'a. W oddali pobrzmiewały głosy chłopców. Nigdzie natomiast nie słyszałam głosu Louis'a.
-Kurwa, powie mi pan, co się z nią dzieje? - usłyszałam krzyk braciszka.
-Proszę nie krzyczeć. To tylko objawy pourazowe. Nic poważnego, powinna się obudzić najdłużej za sześć godzin. Teraz proszę opuścić salę, pacjentka musi mieć spokój, a z tymi dziećmi to niemożliwe.
-Chłopcy, idziemy! - powiedziała załamującym się głosem Alex.
A gdzie Louis? Ciągle dręczyło mnie to pytanie. Chciałam jak najszybciej powiedzieć mu o swoich uczuciach. Po chwili usłyszałam kroki. Bez wątpienia JEGO kroki. Poczułam, że usiadł na skrawku mojego łóżka i złapał mnie za rękę.
-Wiem, że mnie nie słyszysz, ale muszę to powiedzieć. Inaczej będę żył w... W niedosycie? Nie wiem, jak to nazwać. W każdym bądź razie wiem, że przeze mnie tu leżysz. Gdyby nie ja i moje durne zabawy, moglibyśmy... Być teraz szczęśliwi? Nie. Raczej nie. TY byłabyś szczęśliwa, ja jedynie wzdychałbym do Ciebie w ukryciu. Rozmyślałbym o twoich cudnych oczach, o lekkości, z jaką się poruszasz, o tym, jak łatwo żyjesz, jednym słowem, o tobie. Być może będę żałował tego, co teraz zrobię, ale jeśli tego nie zrobię, być może nie zrobię tego nigdy.
Po chwili poczułam jego ciepłe wargi na swoich. Spięłam swoje siły, żeby cokolwiek zrobić, i złapałam go za kark, oddając pocałunek. Odkleiłam się od niego, i wyczerpana opadłam na łóżko.
-Jessy, znamy się kilka dni, ale po tym, co się stało, jestem jeszcze bardziej przekonany o tym, że pragnę być z tobą całym sercem.
-Ja też Lou, ja też. - powiedziałam, po czym zasnęłam.



~Alex~

Nim się zorientowałam, Niall podjechał po mnie z piskiem opon.
-Człowieku, spokojnie, umiera ktoś, czy jak? - zapytałam z sarkazmem.
--Być może - odpowiedział Niall. Ledwie zatrzasnęłam drzwi, ruszył z zadziwiającą prędkością.
-Niall, kurwa, co się dzieje?
-Jess jest w szpitalu! - wydarł się.
-No to było tak od razu! Co tak wolno jedziesz, zapierdalaj szybciej! - mówiłam spanikowana.
-Chyba nie chcesz leżeć koło niej, co? - spytał poirytowany.
W końcu dotarliśmy do szpitala. Weszliśmy do odpowiedniej sali. Tam byli już wszyscy. Lou był tak zdenerwowany, że stłukł wazon i o mały włos nie przewróciłby maszyny, tej takiej pikającej, więc lekarz kazał mu wyjść.

-Kurwa, powie mi pan, co się z nią dzieje? - spytał zdenerwowany Matt.
-Proszę nie krzyczeć. To tylko objawy pourazowe. Nic poważnego, powinna się obudzić najdłużej za sześć godzin. Teraz proszę opuścić salę, pacjentka musi mieć spokój, a z tymi dziećmi to niemożliwe. - odpowiedział doktor.
-Chłopcy, idziemy! - powiedziałam z trudem powstrzymując łzy.
Wyszliśmy na korytarz, a tam w kółko chodził Lou. Jak tylko nas zobaczył, podbiegł do Liam'a, pytając co się stało.
-No wiesz, to tylko takie pourazowe. W medycynie lekarsk
-Obudzi się za jakieś 6 godz., wyjdzie z tego - przerwał naszemu wszechwiedzącemu Zayn.
Louis nie czekając na pozwolenie wbiegł do sali. Ja już prawie spałam na stojąco, więc usiadłam pod ścianą i zamknęłam oczy.
-Kawy? - spytał Niall.
-Niee, dzięki, wolę kupę.. - odpowiedziałam już pogrążona w lekkim śnie.
-Widzę, że chcesz spać. - stwierdził Niall.
-Niewygodnie, poduszka, twoje kolana. - mruknęłam.
-Rozumiem... Chyba. - powiedział usadawiając się koło mnie. Ja bez zastanowienia położyłam głowę na jego kolanach, i momentalnie usnęłam.

-----------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że krótki, weny nie miałam ;\ Ale za to mam taki zajebisty pomysł na szósty rozdzialik... Będzie... Ujawnienie niespodziewanej tajemnicy... I obiecuję, że będzie dłuuuugi ;D

sobota, 27 kwietnia 2013

#Liebster Award.

Koooochani! Zostałam nominowana do Liebster Award, czego w ogóle się nie spodziewałam o.O

Nominował mnie blog: http://loveonedirectionforeve.blogspot.com/


Pytania które dostałam ;3 :
1. Ile mam lat.

W lipcu skończę 13.

2. Od kiedy jestem Directioner.

W czerwcu (29) będzie rok.

3. Mój ulubieniec.

Louis William Tomlinson.

4. Ulubiona piosenka.

Summer Love.

5. Za co ich lubię.

Za ich głosy. Za to, jak traktują swoich fanów. Za to, jak bardzo poświęcają się muzyce. Za to, że pomagają tym, którym żyje się gorzej. Za to, że nie uderzyła im sława do głowy. Za to, że są.

6. Ile mam płyt.

Niestety, nie posiadam żadnej. Taaak, teraz polecą hejty: Jak to? Directioner bez płyty? To nie Directioner!!
Ale niestety nie każdemu żyje się znakomicie, i uwierzcie, w miarę przyzwoite ubranie i jedzenie w lodówce są jednak ważniejsze niż płyta.

7. Czy prowadzę stronkę na fb.

Prowadzę, ale nie o Chłopcach, więc wam się raczej nie przyda ^^

8. Życiowe motto.

"Żyj tak, aby znajomym zrobiło się nudno, gdy umrzesz"
9. Dzięki komu jestem Directioner.

Dzięki: Radio Eska ^^

10. Czy czekam na koncert Chłopców.

Oczywiście, że tak! Jak każda, szanująca się Directioner ;DBlogi, które nominuję:
http://1dismylive.blogspot.comhttp
//mysummerloveon1d.blogspot.com

http://onedirection-neverperfectly.blogspot.com

Wybaczcie że tak mało.... Ale tylko te czytam... Znaczy czytam jeszcze Danger'a (http://tlumaczenie-danger.blogspot.com)...

Ale to po pierwsze nie o Chłopcach, a po drugie to tłumaczenie, więc...

I tu pytania do nominowanych:

1. Od kiedy jesteś Directioner?
2. Za co lubisz Chłopców?
3. Ulubieniec?
4. Ulubiona piosenka?
5. Do jakich fandomów należysz?
6. Ulubiony cytat któregoś Chłopaka z 1D?
7. Motto życiowe?
8. Kiedy i gdzie pierwszy raz usłyszałaś piosenkę 1D?
9. Ile Directioners znasz osobiście?
10. (opcjonalnie) Czy czytasz mojego bloga?

czwartek, 25 kwietnia 2013

#Rozdział 4

~Jess~
 
Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Jak oni mogli tak po prostu wyjechać? Wybiegłam z domu i na deskorolce pojechałam przed siebie. Po drodze znalazłam sklep. Kupiłam paczkę fajek. Palenie rzuciłam półtora roku temu, ale już od około tygodnia z powrotem zaczęłam palić. Tylko Matt o tym wiedział. Jeździłam paląc papierosy. Sama się sobie dziwiłam, ale po trzech godzinach zostały mi tylko dwa. Stwierdziłam że nie kupię już kolejnej paczki. Po jakimś czasie dojechałam na polankę przy której zobaczyłam Alex. Ona też paliła, i miała nutellę. Usiadłam koło niej, wzięłam słoik, pogadałyśmy sobie i Alex zasnęła. Ja udawałam że śpię, bo wiedziałam że inaczej mój menel by nie usnął. Gdy upewniłam się, że Alex śpi, łzy samowolnie zaczęły mi lecieć po twarzy. Nie powstrzymywałam ich. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że już nigdy nie zobaczę swoich rodziców. Nie mogłam uwierzyć, że oni są przestępcami. Jestem córką oszustów, jak to cudownie brzmi. Z drugiej strony, nigdy ich zbyt mocno nie kochałam. Już Clarissa i Jacob, którzy byli małżeństwem i u nas w domu pomagają, są mi bliżsi. Kocham ich. Zupełnie jakby byli moimi rodzicami. Tak rozmyślają, ze łzami w oczach zasnęłam.
Obudziłam się widząc piękne, niebieskie oczy Louisa, leżac w wygodnym łóżku.... Stop Stop Stop!!.... Leżałam w swoim łóżku, choć zasypiałam na polance, a koło mnie leżał Lou, na szczęście w ubraniach.
-Czy my... No wiesz... Ekhmm... Seksiliśmy się?- to było pierwsze co przyszło mi do głowy.
-Nie. - odpowiedział Lou przez śmiech.
-No co? Wszystko mogło się zdarzyć, tym bardziej że nie pamiętam jak się w łóżku znalazłam. Właśnie, kurde, co się stało? - powiedziałam

-Otóż wczoraj szliśmy z chłopakami na polankę, i tam znaleźliśmy ciebie i Alex. W twojej kieszeni był telefon. Znaleźliśmy tam kontakt o nazwie: Matt ;* więc zadzwoniliśmy. Jak się dowiedzieliśmy, to twój brat. On przyjechał po nas, opowiedział nam wszystko o waszych rodzicach, i tak oto tu jesteśmy. - powiedział.
Na wypomnienie rodziców pojedyncze łzy spłynęły mi po twarzy. Lou widząc to otarł mi je, ale to nic nie dało, rozpłakałam się na dobre. Bez słowa objął mnie, a ja wtuliłam się w niego jak małe dziecko. 

-Csiiiii... Mała, wszystko będzie dobrze. - wyszeptał mi Lou do ucha, a mnie przeszedł przyjemny dreszczyk.
-Cóż... Chyba masz rację. A czy ty spałeś w moim łóżku? -Emmm... Tak, ale do niczego nie doszło! Przysięgam! - powiedział cały czerwony Lou.
-Wierzę Ci na słowo- powiedziałam promiennie się uśmiechając.  -Ale mam takie zakwasy, że nie dam rady zejść na dół. - zrobiłam minę szczeniaczka.
-Eeeeh, wskakuj. - powiedział Louis nadstawiając się tak, żebym mogła wejść mu na barana. Na samym dole, przy wejściu do kuchni krzyknęłam:
-Louis, stóóóój!
Niestety, było już za późno. Z całej siły przyrąbałam we framugę. -Ty cioto zasrana, auuuuuć! Pojebało cię. Cwel. Ham. Pierdolony sukinsyn. Męska dziwka! No dajcie mi ten pierdzielony okład zasrańce! Co się kurwa gapicie!? Jaaazda! Chcę okład i tabletki. Juuuż! - wrzeszczałam. Oczywiście wszyscy siedzieli w tej kuchni i gapili się na mnie jak na ducha. Dopiero gdy zaczęłam wrzeszczeć Liam ułożył mnie na kanapie, Zayn dał mi okład, a Harry wodę i tabletki. Louis stał w wejściu i patrzył na mnie ze strachem wymalowanym na twarzy. Alex zaczęła na niego naskakiwać, to samo Matt.
-Zostawcie go!! - wydarłam się z całej siły, po czym skuliłam się z bólu na kanapie. Wszyscy umilkli. Z trudem sięgnęłam po tabletki i połknęłam 3 na raz. Potem znów zwinęłam się na sofie. Usłyszałam jakieś niewyraźne głosy, a potem poczułam że wszyscy opuszczają pokój. Po chwili ktoś podszedł do mnie... Co ja pierdolę, kroki tego KTOSIA rozpoznałabym wszędzie. Otworzyłam oczy. Louis klęczał przede mną, trzymając mnie za rękę. Miał zaszklone oczy, ale nadal wyglądały pięknie.
-Ja... Ja przepraszam, ja nie chciałem, nie widziałem.... Ja... - mówił strzępkami Lou.
-
Csiiiii... Mały, wszystko będzie dobrze. - powiedziałam udając jego seksiasty głos. - I przepraszam, zawsze jak się denerwuję, to wyzywam.
-Dobrze, a teraz odpocznij, ja zawołam resztę. - powiedział.
Zdobyłam się jedynie na złapanie go za rękę i cichy szept:
-Zostań tu ze mną.
Mówiąc to przesunęłam się w głąb kanapy, robiąc miejsce Louis'owi. Od samego początku poczułam ogromną sympatię do tego człowieka. Ostatnie co zapamiętałam zanim usnęłam, to jego delikatny pocałunek na moim czole.

~Alex~


Wyszliśmy z kuchni, bo Louis chciał porozmawiać z Jess. Coś czuję, że ona mu się podoba. Poszliśmy do salonu, gdzie chłopcy zaczęli grać w fifę. Mnie po 10 minutach wgapiania się jak to oni sobie grają, znudziło się i wyszłam zapalić. Nie mogłam się powstrzymać, zresztą Jess też pali, Matt mi powiedział. Rozumiem, że bała mi się powiedzieć, kiedyś byłam na tym punkcie przewrażliwiona, ale mi przeszło. Wyszłam na balkon i stanęłam przy barierce. Po chwili dokładnych poszukiwań, stwierdziłam, że nie mam zapalniczki. Fuck, musiała zostać na polance. Rozejrzałam się po balkonie. Tak, gratulacje geniuszu. Z pewnością wyrośnie mi zapalniczka w betonie przed nosem. Zaklęłam pod nosem i usłyszałam czyjś cichy śmiech. Odwróciłam się i zobaczyłam Zayn'a.
-Czego się szczerzysz? Ja tu kryzys przeżywam, a ty się chichrasz. - powiedziałam zbulwersowana.
-Łap. - rzucił mi zapalniczkę.
-Palisz? - spytałam zaciekawiona.
-Nie, wiesz. Włosy sobie podpalam zapalniczką. - powiedział sarkastycznie.
-Kurwa, jakież to zabawne - odpowiedziałam zapalając szluga.
-A... Właśnie... Daj mi jednego... - powiedział zmieszany.
-Zapalniczkę to masz, ale fajek to już nie? - zapytałam przez śmiech podając mu papierosa.
Staliśmy tam tak sobie, rozkoszując się dymem nikotynowym, póki ktoś nie wytrącił mi papierosa z ręki. Byłam zdezorientowana, a ten ktoś to wykorzystał, i wyrzucił przez balkon całą moją paczusię. Na moje nieszczęście wpadła do basenu. Na maksa wkurwiona odwróciłam się, i zobaczyłam zadowolonego z siebie Niall'a.
-Kurwa, idioto!! Co ty sobie wyobrażasz??
-Nie chcę, żebyś paliła.
-A co cię do kurwa obchodzi? Oddawaj kasę matole!
Niall wyciągnął z kieszeni 5 dolców i mi je dał.
-Uugggrr... Po jaką cholerę mi to wyrzuciłeś?
-Nie chcę, żebyś paliła w moim towarzystwie.
-Nikt Cię tu nie zapraszał!
-Nie lubię, gdy ktoś pali.
-A walcie się wszyscy, kurwa, idę po Jess. - powiedziałam i zbiegłam do kuchni. Na sofie Lou leżał koło niej, a ona spała.
-Czy wy... - nie dokończyłam, bo Louis mi przerwał.
-Nie, nie było 69. Czemu wy jesteście tak przewrażliwione na tym punkcie? - mówił uśmiechając się.
-Nie wiem.. To odruchowe - powiedziałam uśmiechając się. - Mogę ją obudzić? - spytałam.
-Nie. - powiedział ostro Louis.
-Kuźwa, nikt mnie nie kocha. - powiedziałam i wyszłam do sklepu po szlugi.
W drodze do sklep jakaś grupka dziewczyn podeszła do mnie z prośbą o autografy... To było dziwne... Ale rozdałam im je i weszłam do sklepu. Wzięłam 3 paczki Malboro, moje ulubione, czerwone, i zapaliłam. Mmmm... Uwielbiam to. Wiem, że mnie zniszczy, ale po prostu to kocham. Tak na prawdę szlugi wyciągnęły mnie z cięcia się. Usiadłam na jakiejś ławce, bo nim się zorientowałam, byłam w parku. Dopiero teraz zaczęłam rozmyślać, czemu Niall wyrzucił mi fajki. Przecież mógł zostać w salonie i dalej grać w tą swoją fifę. O kurwa. Chyba... Chyba mu na mnie... Niee, to niemożliwe, znamy się jakieś dwa dni, nie mógł się we mnie zakochać, prawda? Nieważne, przejdzie mu z czasem... Chyba... Rozmyślałabym tak dalej, gdyby nie zachód słońca. Zawsze lubiłam go fotografować, więc tym razem też tak zrobiłam. Wyszły naprawdę śliczne zdjęcia. Nagle zadzwonił jakiś nieznany numer. Odebrałam.
-O mój Boże, gdzie Ty jesteś??
-Eeee... W parku jakimś... A kto mówi?
-Tu Niall, martwimy się.
Zrobiło mi się głupio, że tak po prostu sobie wyszłam, ale cóż...
-Spokojnie, zaraz będę.
-Nie! Powiedz mi gdzie jesteś, przyjadę, nie chcę, żeby ktoś Ci coś zrobił
-Doobrze, w parku przy najbliższym monopolowym.
-Piłaś?
-Niee, coś Ty. Co się tak o mnie martwisz?
-Nie ruszaj się stamtąd, już jadę.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

#Rozdział 3

~Jessy~

Podbiegłam do tego chłopaka, który trzymał mojego piesiulka.
-Ty mój najsłodszy, najseksowniejszy, najukochańszy skarbeńku! - krzyknęłam.
-Wiesz... Jeszcze się nie znamy, ale możemy sp... - powiedział niebieskooki brunet. Biedak, myślał że mówię do niego. Przerwałam mu i wyrwałam mu Gemmę.
-Ooooj, seksiaku, ja żart
owałam, ja nie chciałam Cię zgwałcić, nie uciekaj więcej, dobrze? - na te słowa Gemma polizała mnie po twarzy.
Chłopcy mieli niezły ubaw, a ten od mojego pieska stał zdezorientowany. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że gdyby nie oni, mój piesek mógłby zginąć.
Rzuciłam się im po kolei na szyję, dziękując każdemu z osobna. Gdy skończyłam, krótkościęty brunet przedstawił nam grupkę.
-Ja jestem Liam, to Harry, Zayn, Niall i Louis.
-Ja jestem Jessy, to Alex i mój piesiunio Gemma. - powiedziałam.
-Eeem... Może to zabrzmi głupio, ale czy mogę zrobić wam zdjęcie? - zapytała Alex. Aaaach, ona i ten jej nierozłączna lustrzanka.

-Pewnie - odpowiedzieli jednocześnie. - Chcesz też autograf? - spytał ten... No... Henry.... Niee... Harry, tak, Harry.
-Że niby co? - Alex spojrzała na nich z miną WTF?
-No wiesz... To takie podpisy na kartce od sławnych osób.
- mówił Niall.
-Że niby wy jesteście sławni? - spytałam.

-Poczekajcie chwilę.... Hi! We're One Direction.
-Eeeee... Wiem! Wiem! Wiem, wiem, wiem, wiem, wiem, wiem! Wieeeeeeeeeeeeem! Macie taką zajebistą piosenkę!! Taką rok mi, rok mi, rok mi, jeea! - zaczęłam spiewać, lub jak kto woli - wydzierać się.
-Dziwne, że zapamiętałaś akurat tą... - poruszał śmiesznie brwiami Louis.
-Nie czepiaj sie! - powiedziałam uśmiechając się. Nasze oczy się spotkały. Zatopiłam s w jego cudnych, błekitnych tęczówkach. Paczaliśmy tak sobie, paczaliśmy, paczaliśmy.... Aż w końcu zamroczyło mnie i zemdlałam, ostatnie co usłyszałam, to jego cudny głos:
-Nie wiedziałem, że tak działam na dziewczyny....


 ~Alex~

Jessy patrzyła Louisowi w oczy przez dobre 5 minut, póki jakieś dziecko nie przywaliło jej dość mocno piłką w głowę. Wtedy zemdlała. Zawaliłaby głową w krawężnik, gdyby nie to, że Loui ją złapał. Wziął Jess na ręce i położył na najbliższej ławce. Ten Liam chciał dzwonić po pogotowie... Trochę on nadopiekuńczy, ale nie wnikam... Nie pozwoliliśmy mu na to, i już po 15 minutach Jess obudziła się i momentalnie wybuchnęła śmiechem.
-Co ty robisz? - spytał się Niall
-My tu się zamartwiamy, a ty się śmiejesz? - Louis był jednocześnie szczęśliwy i zły.
-Martwiliście się o mnie? Awwwwww! Hugnijmy się! powiedziała Jess - jak powiedziała, tak zrobiliśmy.

Nagle Jess oderwała się od nas i krzyknęła, jak to ona:
-O kuuuurwaa!
-Co znowu? - jęknęłam.
-Która godzina? - spytała szybko.
-Prawie 19, a co? - nadal nie kumałam.|
-A kolacja? - wydarła się wskakując na deskorolkę i ciągnąc przy tym Gemmę w stronę domu.
-O ja pierdziele! - wykrzyknęłam i pojechałam za nią.
Zostawiłyśmy tam tego uroczego mulata...Przepraszam, całą piątkę przeuroczych chłopców... Zdyszane wpadłyśmy do domu, rodzice już siedzieli przy stole i nerwowo spoglądali na zegarki.
-Dziewczęta, jak wy wyglądacie?! - krzyknął mój tata.
-Sratatata - odpowiedziała Jess i usiadła do stołu. Zrobiłam to samo.
-A więc o czym chcieliście pogadać? - spytałam w oczekiwaniu na drugie danie.
-No więc.... - zaczęła moja mama.
-Musimy wyjechać - powiedział prosto z mostu mój tata. -Hmmm.... Cóż, to żadna nowość... - powiedziała obojętnie Jess. -Właśnie, przyzwyczailiśmy się do tego. - powiedział Matt.
-Ale tym razem tylko my... Nie wy, tylko my, sami... Wy, to znaczy ty, Jess i Matt zostajecie tutaj, a my wyjeżdżamy... - jąkała się Pani Price.
-Że chwilunia... Zostawiacie nas samych tutaj.... I będziemy mieszkać tutaj na zawsze przezawsze... - mówiła Jess
-Że kurwa mać ja pierdolnę zaraz co? - wrzasnęłam.
-Nie tak całkowicie same, zostanie z wami Clarissa i Jacob. - mówił całkowicie opanowany Pan Price.
-W sumie my już jesteśmy gotowi.... - mówiła moja mama.
-A można chociaż do kurwy nędzy wiedzieć dlaczego i na ile? - wrzeszczała Jess
-Kurwa, uspokójcie się wszyscy! - krzyknął Matt.
-Jakaś ty głupia, Germadotto! Wyjeżdżamy już na zawsze! Myślisz że skąd masz te zasrane pieniądze!? Musimy ciągle uciekać przed policją i nie chcemy was narażać! - mój tata już był cały czerwony na twarzy.
-Do widzenia skarbie. - powiedziała moja mama po czym mnie przytuliła.
Jess szybko pożegnała się ze swoją mamą i pobiegła na górę. Rodzice wyszli.... Byłam nieźle oszołomiona, wkurwiona i... Taka pusta. Wybiegłam z domu. Znalazłam jakąś rzeczkę i robiłam zdjęcia. (klik i klik). Wiedziałam, że Jess pewnie jeździ na desce i znając życie sięgnęła po papierosa. Zawsze gdy zdarzały się podobne sytuacje, paliła. Ja teraz też miałam ochotę na porządną fajeczkę. Weszlam do sklepu, kupiłam 2 słoiki nutelli i paczkę fajek. Wróciłam nad ową rzeczkę, zapaliłam fajkę i jadłam nutellę. Po chwili nie wiem skąd wytrzasnęła się podrapana i poobijana Jess.
-Pieprzone kamienie. - wysyczała.
Jak myślałam, paliła.
-Daj nutellę. - powiedziała.
Podałam jej słoik. Zaczęłyśmy o tym wszystkim gadać. Nie pamiętam co się działo później, bo razem z Jessy usnęłyśmy.

niedziela, 21 kwietnia 2013

#Rozdział 2

~Jess~

Wysiadłam z samochodu, i coś mną wstrząsnęło. Nigdy nie widziałam piękniejszego miasta. W dodatku na każdym kroku były ogromniaste sklepy z ogromniastymi nutella'mi.... Raj na Ziemi... Stałam tak, póki mój tata nie popchnął mnie lekko do przodu. Skierowaliśmy się do największych willi w okolicy, co nie było nowością, tylko tym razem do jednej. Nie rozumiałam zbytnio co się dzieje.
-Eeeem... Tato, który jest nasz, a który Cressy'ów?- spytałam.
-Mieszkamy teraz w jednym. - odpowiedział obojętnie, a ja i Alex skakałyśmy i piszczałyśmy jak głupie.
-Germadotto, ciszej, nie chcemy paparazzi! - zbeształ mnie ojciec.
Uspokoiłyśmy się i wbiegłyśmy do wskazanej willi. Jej wygląd był.... W miarę "ludzki". Nie była najlepszym domem w okolicy, ale też nie najgorszym. Była też stosunkowo mała. Za mała jak na naszą "ekipę". Spodobała mi się, ale na pewno nie podobała się rodzicom, już czułam, że coś się święci. Chciałam wbiec do środka, lecz przed drzwiami mama mnie zatrzymała.
-Tym razem macie już wybrane pokoje. - powiedziała. Zwykle wchodziliśmy do nowego domu i każdy zajmował sobie pokój.
Spojrzałam na Matt'a i Alex. Byli tak samo zdezorientowani jak ja. Mama zaprowadziła nas do pokoi. Otworzyłam drzwi i stanęłam jak wryta. Szczena mi dosłownie opadła. Był taki, jak zawsze chciałam. Taki normalny... Nie wyszukany... Jednym słowem wspaniały.
-Aaaaaaa! Mamo! Koocham Cie! - wydarłam się na cały dom. Tylko ona wiedziała jak wyglądałby mój wymarzony pokój.
-Ja Ciebie też! - odkrzyknęła mama z dołu.
Alex przyszła do mnie i powiedziała:
-Coś mi tu nie gra...
-Mi też nie, boję się co może się stać. - odpowiedziałam.
-Coś mi tu nie pasuje... - wpadł do mojego pokoju jak huragan Matt.
Wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Taaak, też to zauważyłyśmy...

-Ale na prawdę, znalazłem w swoim pokoju tą gitarę elektryczną co zawsze chciałem - powiedział.
-No niby tak, sądzę ż... - nie dokończyłam bo Pani Cressy kazała nam zejść na dół.
Zbiegliśmy po schodach i zastaliśmy rodziców stojących w równym rzędzie przy schodach.
-O 19 macie być w domu na kolacji, mamy parę spraw do omówienia. - powiedziała poważnie moja mama.
-Czy to znaczy że możemy gdzieś wyjść? - spytałam.
-Tak, tylko na kolacji macie być punktualnie.
-Alex, łap deskę i jedziemy!! - wykrzyczałam
-Germadotto, weź ze sobą tego psa. - powiedział z obrzydzeniem tata.
-Eeeeeh, ona ma imię! - powiedziałam i wzięłam Gemmę.

~Alex~


Wybiegłyśmy z domu i popędziłyśmy na deskach w stronę jakiegoś parku. Nie chciałam myśleć, co powiedzą nam na kolacji. Starałam się o tym nie myśleć, i udało się.
-Widzisz tę rampę? - zapytałam podekscytowana.
-Chyba największa, na jakiej zjadę. - powiedziała Jess
-Poczekaj, zrobię jej zdjęcie.
-Dobraaa, Ty zawsze musisz nosić ten aparat? - zapytała.
-A czy Ty musisz oddychać? - spytałam z udawaną złością.
-Okeeej... Gemma, zostań tu albo cię zgwałce! - krzyknęła Jess i zjechała z rampy.
Zrobiłam zdjęcie, wyszło pięknie, i także zjechałam. Jeździłyśmy chyba pół godziny, i zmęczone usiadłyśmy na ławce.
-Chcesz nutellę? - zapytałam znając odpowiedź.
-Hahahahaha, bardzo śmieszne. - powiedziała wyciągając rękę po słoik.
-O kurwa! - wykrzyknęła Jess upuszczając nutellę.
-Co ci? - zapytałam przestraszona. - Ja pierdzielę, Gemma!! - krzyknęłam po chwili.
-Właśnie, co ja teraz zrobię? - zapytała roztrzęsiona. Gemma była dla niej bardzo ważna.
-Opanuj się, znajdziemy ją. - powiedziałam.
Zaczęłyśmy jej szukać. Po godzinie bezowocnych poszukiwań opadłyśmy na ławkę.
-Kurwa, mówiłaś że ją znajdziemy! - powiedziała przez płacz.
-No i co z tego?! - krzyknęłam.
Po chwili ujrzałyśmy pięciu chłopaków, z czego jeden trzymał Gemmę.
-Jess! Patrz! Gemma!! - krzyczałam.
-Widzę! - odpowiedziała uradowana.
-----------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że taki nieciekawy i krótki ;\ Ale następne będą ciekawsze, przysięgam! No i na pewno dłuższe... ;D

1.Kim będą tajemniczy chłopcy?
2.Jak Jess zareaguje na widok swojego psa?
3.Co rodzice będą chcieli przekazać swoim dzieciom?

Możecie też zadawać mi pytania (w komentarzach pod postem) dotyczące uczuć bohaterów, itp.

Dzięki, za wszystko! :*

środa, 17 kwietnia 2013

#Rozdział 1

~Jessy~

Wkurzają mnie te ciągłe zmiany otoczenia, tym bardziej, że rodzice ciągle są na salonach i nie ma ich w domu. Na szczęście mam Alex, razem przez to przechodzimy. Mój braciszek ma "swoje życie" i nie jest w stanie mi pomóc. Ale stop stop stop... Kuźwa, nie można się ciągle nad sobą użalać... Trzeba żyć tym, co los nam daje.
Moje rozmyślenia przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Do mojego pokoju (którego nie lubię, jest zbyt ekstrawagancki) weszła mama.
-Jessy, pakuj się, wieczorem przeprowadzamy się do Londynu.
-Coo? Przecież przyjechaliśmy tu jakiś tydzień temu!- powiedziałam zszokowana.
-Wiem, że to dla Ciebie trudne, mi też nie jest łatwo, ale wiesz jaki jest ojciec- westchnęła mama. Tylko w towarzystwie taty używała mojego "oficjalnego" imienia. Kochałam ją, i rozumiałam, ale z ojcem nw Francja, później Berlin, Szwajcaria, Meksie miałam najlepszych stosunków. Nie może zaakceptować tego, że nie chcę być taka jak on.
-Najpierw Mesksyk, potem Berlin Barcelona, Luksemburg, Holandia a teraz Londyn. - powiedziałam - Ciekawe czy na Księżyc też polecimy - wydarłam się tak, by ojciec usłyszał.
-Bądź milsza, to twój ojciec! - powiedziała poddenerwowana mama.
-Spoko, spoko... Życie jest po to, by się bawić, więc... Kiedy przyjeżdża limuzyna? - spytałam z "entuzjazmem".
-O 17 bądź gotowa.
Zaczęłam się pakować i zadzwoniłam do Alex.
-Wiesz już? - spytałam.
-Taaa, Londyn to całkiem niezłe miasto, co nie? Słyszałam że mają tam niezłe skejtparki, menelku mój - powiedziała chichocząc.
-To dobrze, na pewno się do któregoś wybierzemy. Spakowana? Ja już kończę. - powiedziałam wrzucając ostatnie rzeczy do walizki.
-Już jakieś pół godziny temu skończyłam. To co? Za 5 min. na ulicy? - zawsze tak umawiałyśmy się, bo rodzice kupowali domy na przeciwko siebie.
-Pewnie, wezmę Gemmę. - powiedziałam i się rozłączyłam.Wyjątkowo polubiłam to miejsce. Cudne, zdrowe, holenderskie powietrze... Wzięłam Gemmę na smycz i wyszłam. Alex już czekała. W dodatku patrzyła na mnie jak na niedorozwiniętego szympansa w pieluszce na łbie.
-Mogę wiedzieć co ty na sobie masz? - spytała tarzając się po ziemi (dosłownie).
Spojrzałam na swój strój i dopiero teraz to do mnie dotarło. Byłam w pidżamie.

~Alex~


Nie mogłam wstać. Ze śmiechu się poryczałam, co za żul z niej. Ale po Jessy wszystkiego się można spodziewać.
-O kurwa, co za deps - powiedziała Jess do siebe.
-Masz racje - wydusiłam przez śmiech.
-Łap psa, idę się przebrać - powiedziała.
-Spoczko pojebie - ogarnęłam się i wzięłam smycz.
Jessy, zamiast pojść do "chawiry" stanęła na środku ulicy i zaczęła tańczyć "Gantleman".
-Co ty odpierdalasz? - zapytałam.
-Jak obciach to na całego! - wykrzyknęła. Po chwili przywiązałam psa do bramy i do niej dołączyłam. Bawiłyśmy się w najlepsze, póki nasi rodzice nie wyszli na dwór zwabieni klaksonami samochodów. Mamy stały rozbawione, a ojcowie szykowali się już do "ataku". Zaczął jak zwykle mój.
-Co wy sobie wyobrażacie?! Ruch tamujecie! - krzyknął. -Natychmiast do domu! - dołączył Pan Pirce.
-Germadotta, czy ty jesteś w pidżamie?! - spytał mój tata.
-A ma Pan coś przeciwko? - spytała wkurwiona na maxa Jess - To wolny kraj, mam prawo robić co mi się podoba!
-Nie tym tonem, młoda damo! - krzyknął wkurzony do granic możliwości mój tata.
-Nie jesteś moim ojcem! - powiedziała spokojnie Jessy. Wiedziała, że to ich wkurzy jeszcze bardziej niż krzyki.
-Masz racje, to ja nim jestem, i rozkazuję Ci iść do domu! Paparazzi Nas widzą! Nie możemy mieć skandali na koncie! A więc, proszę, idź do domu. - powiedział półszeptem Pan Pirce.
-A wiecie co? Mam w dupie tych całych paparazzi. - powiedziałam - Walcie się! - krzykęłyśmy rownocześnie z Jess i pokazałyśmy dziennikarzom fakersy.
-Chyba mamy przesrane... - powiedziałam wchodząc do domu Jessy.
-Chyba tak - odpowiedziała i się zaczęła śmiać.
-Odwala Ci? - spytałam.
-Możeeeee... Ale właśnie wyobraziłam sobie dzisiejszy wieczorny odcinek "Z życia celebrytów". Myślisz że nas pokażą? - spytała rozbawiona.
-Eeeeeh, raczej tak, starsi nie będą weseli. - odpowiedziałam.
Gdy Jess się przebrała, Clarisse, jedna z 7 gosposi powiedziała, że limuzyna przjechała i nasze rzeczy już w niej są. Wzięłyśmy swoje deskorolki i Jessy spytała:
-Jak myślisz, ile razy będziemy jeszcze zaczynać życie od początku? -Nie wiem, ale najważniejsze jest to, żebyśmy w każdym z nich zrobiły coś głupiego - powiedziałam wsiadając do samochodu. Po trzygodzinnej jeździe wysiadłyśmy, i to, co tam ujrzałyśmy, nami wstrząsnęło.